wtorek, 12 września 2017

#Instaserial o ślubie - nie uwierzysz, że to działo się naprawdę



Tytuł: "#Instaserial o ślubie"
Autor: Nicole Sochacki - Wójcicka
Wydawnictwo: Roger Publishing
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 253






Ta książka tak naprawdę nie opowiada tylko o ślubie. Samego ślubu jest w niej niewiele. Nicole opisuje w niej swoje przygody, które przeżywała przed poznaniem Kuby. Pokazuje co by było gdyby. Wraca wspomnieniami do czasów odległych i jednocześnie przedstawia przygotowania do ślubu. Gdy wszystko już zaplanowane, wydawałoby się, że nic nie może zepsuć tego wyjątkowego dnia. A jednak, uparta teściowa postawi na swoim, przyszły mąż powie kilka słów za dużo i Nicole zaczyna wątpić, czy ten ślub ma sens. Czy ślub dojdzie do skutku? A może przerażona zachowaniem Kuby Nicole ucieknie z przed ołtarza? 


Znacie Mamęginekolog? Tak, to wspaniała ginekolog, która walczy o prawa kobiet w ciąży, pisze rewelacyjne posty medyczne i właśnie wydała drugą książkę. I to nie byle jaką." #Instaserial o ślubie" to kolejna pozycja autobiograficzna napisana przez Nicole w przeciągu ostatniego roku. Ma kobieta rozmach. Do tego wydaje nie tylko książki. Segregator #jestem w ciąży robi furorę. Dzięki niemu każda kobieta w ciąży ma uporządkowane dokumenty i nie musi obawiać się, że zapomniała któregoś badania. Już niedługo na rynek wejdzie nowy produkt, tym razem coś dla dzieci. Segregator pediatryczny to ogromne ułatwienie dla rodziców. Wiele rzetelnych informacji w jednym miejscu. Ale jeśli myślicie, że to koniec dzieł Nicole, to koniecznie musicie zajrzeć na jej bloga. Jest tam jeszcze kilka ciekawych produktów. Mamaginekolog - link.

Ale, wróćmy do tematu tego posta, czyli recenzji książki." #Instaserial o ślubie" to kontynuacja przygód Nicole i Kuby opisanych w poprzedniej pozycji "#Instaserialu o miłości". Książka napisana jest takim stylem, że bez problemu można ją czytać bez znajomości pierwszej pozycji. Wydawać by się mogło, co ciekawego jest w organizacji ślubu i życiu dwóch studentów medycyny, żeby opisywać to w książce. A jednak, życie Nicole i Kuby i było nudne i monotonne. Przeżyli razem tyle wspaniałych przygód, że za pewne wystarczy ich jeszcze na wiele kolejnych książek. To, z jakim dystansem bohaterowie podchodzą do siebie i jak wiele przeciwności przechodzą, aby stanąć na ślubnym kobiercu, zachwyca. W książce możemy też poznać studia medycyny od kuchni. Nicole doradza jak je przeżyć i przekazuje wiele cennych informacji. Znajdziesz w niej nawet przepis na jedno z ulubionych dań Nicole. Książka pisana jest lekkim językiem, nowoczesnym i używanym przez nas na co dzień. Podzielna została na 5 sezonów i 52 odcinki(rozdziały). Każdy z rozdziałów jest bardzo krótki, co pozwala na szybszą lekturę. Po każdym z nich znajdziesz pytania zadane przez autorkę, które zapowiadają co znajdziesz w następnym odcinku.


Ta książka to moja ulubiona pozycja w tym roku. Kocham styl pisania Nicole i mogłabym czytać jej książki godzinami."#Isoś" pochłonęłam w zaledwie dwie godzinki i gdy się skończyła czułam ogromny niedosyt. Nie potrafiłam uwierzyć, że te wszystkie nieprawdopodobne historie wydarzyły się naprawdę. Jak wiele spotkało Nicole na drodze do wymarzonego ślubu. I to jak jak wspaniale sobie z tym wszystkim poradziła. Książka jest lekka i przyjemna. Wiele osób porównuje ją do książek o przygodach Bridget Jones, ale według mnie pozycja Nicole jest o wiele lepsza. To książka, która, tak jak "#Instaserial o miłości" wyciąga mnie z największego doła. Motywuje do dalszej walki o marzenia i rozwesela automatycznie. Dziś czekam z niecierpliwością na kolejną książkę i umilam sobie czas czytając "#Isoś" kolejny raz. 

 Zdecydowanie mogę każdemu polecić obie książki autorstwa Mamyginekolog i zachęcam Was do obserwacji jej wspaniałego bloga. Znajdziecie tam wiele rzetelnych postów i na pewno zostaniecie z Nicole na dłużej.




poniedziałek, 11 września 2017

"Kiedy Cię poznałam"- przygoda z book tour'em


Tytuł: "Kiedy Cię poznałam"
Tytuł w oryginale: "The Year I Met You"
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 6 maja 2015
Liczba stron: 416

"Żeby pofrunąć, trzeba najpierw oczyścić skrzydła z gówna. Pierwszy krok: rozpoznać, co jest gównem. Zrobione".

Jasmine ma świetną pracę i poświęca się jej bez reszty. W wolnej chwili zajmuje się chorą na zespół Downa siostrą Heather. Jej życie wywraca się do góry nogami w dniu gdy jej wspólnik postanawia ją zwolnić. Mało tego, kobieta zostaje skazana na urlop ogrodniczy i przez rok od zwolnienia nie może podjąć nowej pracy. Na początku nie wie co ze sobą zrobić i zaczyna odnawiać kontakty z koleżankami. Staje się zauważana i co chwilę przyjaciółki proszą ją o zostanie matką chrzesną idch dzieci. Niestety, Jasmine nie czuje się komfortowo w ich towarzystwie. Czasu wolnego ma coraz więcej i zaczyna się nudzić. Zaczyna obserwować przez okno swojego sąsiada Matta Marshall'a - przezentera radiowego. Gdy w sylwestrową noc jego audycja wzbudziła skandal, rozgłośnia zwalania mężczyznę z pracy. Ten zaczyna pić i awanturować się wieczorami. W końcu odchodzi od niego żona i Matt zostaje sam. W międzyczasie Jasmine postanawia całkowicie odmienić swój ogród. Kilka lat wcześniej, z braku czasu na jego pielęgnację, wyłożyła go kamieniem. Teraz chce dopasować ogród do zielonych ogródków sąsiadów. Zbieg okoliczności zbliża Matta i Jasmine do siebie. Zaczynają poznawać się bliżej. Dostrzegają, że są dla siebie wsparciem w walce z różnymi problemami.
Jak rozwinie się ich relacja? Czy pojawi się miedzy nimi uczucie? Jak zniosą brak pracy?



"Kiedy gąsienica myślała już, że świat się skończył, stała 
się motylem."


Książkę otrzymałam w ramach Book Tour' u, który organizował Kacper z mensbooks. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. I obawiam się, że ostatnie. Książkę czytałam z wielkim trudem, wręcz na siłę. Jej lektura zajęła mi 6 dni(!).Gdyby to nie była książka z zabawy na pewno odłożyłabym ją już po kilkunastu stronach. Ja jednak czytałam ją dalej. Na początku lektury wierzyłam, że fabuła się rozkręci. Z każdym kolejnym moja nadzieja nikła. Książka ciągnęła mi się jak "krówka-ciągutka" i była nudna jak "flaki z olejem".Historia Jasmine była pozbawiona jakichkolwiek wrażeń. Nie działo się w niej nic, co wzbudziłoby we mnie jakieś uczucia. Jedyne co odczuwałam to ogromne znudzenie i chęć odłożenia pozycji na bok (na zawsze). Bohaterowie byli pozbawieni charakteru. Jasmine była dla mnie rozkapryszoną dziewczynką, a miała przecież ponad trzydzieści lat. Jej siostra z zespołem Downa była momentami bardziej ogarnięta. Matt to jedyny bohater, którego polubiłam. Dzięki niemu w książce czasami pojawiała się jakaś akcja, ale niestety znikała szybciej niż się pojawiła. Mniej więcej w połowie książki zaczęłam czytać pobieżnie przydługie opisy. Tak, aby zrozumieć fabułę, ale jednocześnie zanudzić się jak najmniej. Styl pisania autorki był dla mnie wyjątkowo ciężki. Co też wpływało na szybkość czytania. Rozdziały nie zaczynały się od nowej strony i bardzo utrudniało mi to lekturę. Pewnie uznacie, że marudzę. Tak marudzę, bo zmarnowałam sześć dni urlopu na tę książkę.

W mojej biblioteczce czeka jeszcze jedna pozycja tej autorki. Niestety, chyba się nie doczeka na swoją kolej. "Kiedy Cię poznałam" zraziła mnie ogromnie do twórczości Cecelii Ahern. Dlatego, nie polecę Wam tej pozycji i już więcej o niej nic nie napiszę.
"Zranieni ludzie ,ranią ludzi"
"Cuda rosną tylko tam, gdzie je zasadzisz."

środa, 6 września 2017

Fantastyczna fantastyka, czyli "Twierdza Kimerydu"


Tytuł: Twierdza Kimerydu
Autor: Magdalena Pioruńska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 443
Rok wydania: 2017

Dinozaury, ludzie i badania genetyczne. To połączenie nie brzmi za dobrze. A jednak, naukowcy postanowili "pobawić się" kodami genetycznymi.
W Mieście Krokodyli podczas konferencji asymilacyjnej dochodzi do zamieszek. Wiele uczestników straciło w nich życie. Annie Guiteerez, która była organizatorką konferencji, udało się przeżyć i zbiec z centrum konfliktu. Wyczerpaną antropolog, znajduje Tyrs Mollina, pół człowiek, pół raptor i dzięki niemu Anna trafia do domu burmistrza Twierdzy Kimerydu. Nikt nie widzi nic złego w jej przybyciu, a nawet wręcz przeciwnie. Zatrudniają ją w szkole i korzystają z jej wiedzy. Konfilkt pomiędzy Miastem Krokodyli, a Twierdzą zaostrza się. Na jaw wychodzą kolejne fakty, sprawiające, że żadne z  miast Afryki Południowo-Wschodniej nie może pozostać obojętne na krzywdzące wpływy Europy i cesarza Brytanika. Miasta zaczynają łączyć siły, bo chęć przypodobania się cesarzowi znika i zostaje zastąpiona pragnieniem odzyskania autonomii kraju Złotych Piasków.

Czy przybycie Anny będzie miało neutralny wpływ na Twierdzę Kimerydu? Czy hybrydy ludzi i dinozaurów mają rację bytu? I jak zakończy się wojna z cesarzem?

Zapewne Ci, którzy mnie znają zastanawiają się teraz, co na moim blogu robi recenzja tej pozycji. Przecież, tyle razy podkreślałam, że fantastyki nie czytam. Czuję się zobowiązana do wyjaśnień. Fantastyka to ten gatunek literacki, który jest moim znienawidzonym. Nie czytam książek z bohaterami, których nie potrafię sobie wyobrazić. I przyznaję się, że bardzo długo wzbraniałam się przed przeczytaniem "Twierdzy Kimerydu". Cały bookstagramowy świat huczał, że ta pozycja jest wspaniała. Do tego sama autorka zachęcała mnie do lektury. W końcu uległam. Stwierdziłam, że najwyżej zrobię z tą pozycją rozdanie. Zamówiłam. Po odebraniu paczki książka czekała kilka dni na przeczytanie. Zaczęłam czytać i... Przepadłam. 
Historia opisana w książce wciągnęła mnie od pierwszych stron. Czytałam i czytałam. Wiele scen próbowałam sobie wyobrazić, było ciężko. Moja nie wykształcona fantastycznie wyobraźnia buntowała się, ale ja się nie poddawałam. Czytałam dalej, bo fabuła była fantastyczna. Byłam ciekawa kolejnych przygód bohaterów. Z niedowierzaniem czytałam kolejne rozdziały. W mojej głowie tkwiło tylko jedno słowo: Wow!!! To co stworzyła autorka to majstersztyk. Ta książka opowiada o hybrydach, ale sama jest hybrydą. Znajdziemy tu dużo erotyki, która momentami nawet jest przesadzona. Relacja Tycjana i Tuliusza wywoływała u mnie zakłopotanie. Te sceny czytałam jak najszybciej, aby mieć je już za sobą. Polubiłam Annę, a Tyrs do tej pory krąży po mojej głowie. Pomysł autorki na taką historię był genialny. Przyszłość i badania genetyczne. Kto wie, czy za kilkaset lat, nie będzie wyglądał tak nasz świat. Oczywiście, dla mnie jest to coś niewyobrażalnego, ale nigdy nie wiadomo, co naukowcom przyjdzie do głowy.

Zapytacie mnie teraz:  czy zacznę czytać fantastykę? Powiem wam, że mimo, iż "Twierdza Kimerydu" była wspaniała to moje nastawienie do tego gatunku się nie zmieni. Wiem jak momentami trudno mi było wyobrazić sobie pewne sceny i wejść w historię. Czytałam tę książkę dużo dłużej od książek z "moich" gatunków. Dlatego nie planuję zmieniać gustów czytelniczych. "Twierdza" to rarytas, to najlepsza książka jaką czytałam z tego gatunku. Powiecie, że jakie ja mam pojęcie o fantastyce, skoro jej nie czytam. Wiele razy próbowałam się przekonać do fantastycznych pozycji i tylko Twierdza ukruszyła budowany przeze mnie mur. 
Autorka to prawdziwa mistrzyni. Jej styl pisania jest świetny i sprawia, że nie chcemy odrywać się od lektury. Muszę jej podziękować, że tyle razy skłaniała mnie do lektury swojej pozycji. Zapewne gdyby nie jej słowa, nigdy bym się na Twierdzę nie skusiła. A wtedy ominęłaby mnie tak wspaniała pozycja. A autorka promując swoją książkę od dziś może chwalić się, że nawet antyfani fantastyki kochają Twierdzę. I ja jestem tego idealnym przykładem. Z niecierpliwością czekam na kontynuację i zachęcam Was do przeczytania Twierdzy. Warto.