niedziela, 13 sierpnia 2017

365 dni. Zobaczymy się znów



Tytuł: 365 dni. Zobaczymy się znów
Autor: Alicja Górska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 190
Data wydania: 24 października 2016




"Zło tworzy człowiek i człowiek za zło odpowiada przed Bogiem."





Lullaby studiuje kompozytorstwo na Uniwersytecie Muzycznym. Ma wspaniałego chłopaka Evana, dzięki któremu dostała świetną pracę. Myśli, że jej życie jest idealne, że lepiej być nie może. Jakże zmienia się jej myślenie, gdy poznaje swojego nowego wykładowcę Louisa. Mężczyzna jest młody i nieziemsko przystojny. Zaczynają poznawać się bliżej i okazuje się, że mają wiele wspólnych tematów. Im więcej czasu spędzają ze sobą, tym bardziej są sobą zafascynowani. Pojawia się między nimi uczucie, ale Lullaby przyjmuje zaręczyny Evana. Obaj mężczyźni skrywają tajemnicę. Co ich łączy ze sobą? Jak potoczą losy Lullaby? Którego z mężczyzn wybierze dziewczyna? 

"To tylko miłość. Ona przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach. Nie pyta o zgodę. Szuka serc i ją znajduje, ale nie czeka na ich otwarcie. Sama je otwiera."

Książkę otrzymałam od samej autorki w ramach Book Tour. Zaciekawił mnie jej opis oraz fakt, że autorkę znam z bookstagrama. Nie miałam pojęcia, że Alicja napisała książkę. Musiałam po nią sięgnąć od razu. A skoro nadarzyła się tak wspaniała okazja, nie zastanawiając się długo, zgłosiłam się do zabawy. Książka jest cieniutka, ma niespełna 200 stron,ale chwyta za serce od pierwszych linijek. Główna bohaterka to prawdziwa dziewczyna, nieprzesadzona i nie idealna. Przeżywa rozterki miłosne. Ma wspaniałe i niespotykane imię. Jej narzeczonego, Evana nie polubiłam od samego początku. Nie pasował mi do Lullaby. Był zbyt oschły i cały czas zdawało mi się, że coś ukrywa. I nie myliłam się. Prawda, która wyszła na jaw zaskoczyła. Louis to przeciwieństwo Evana. Miły, romantyczny i uczuciowy. Potrafi robić rzeczy, których człowiek nie umie zrozumieć. Skrywa przed Lullaby tajemnicę i rozsiewa wokół siebie dużo pozytywnej energii. Aż trudno uwierzyć jak wiele wspólnego ma z Evanem. Akcja toczy się szybko. Czasami miałam wrażenie, że za szybko. Ale nie ma co się dziwić, skoro obejmuje 365 dni. Znajomość Lullaby i Louisa również "gnała jak sprinter podczas biegu na 100 metrów". Zachowanie dziewczyny też mnie troche irytowało, mimo iż bardzo ją polubiłam. Nie rozumiałam zaręczyn z Evanem, gdy w głowie miała innego mężczyznę. Jednak. to w żaden sposób nie zmieniło mojego patrzenia na tę pozycję. W książce możemy ujrzeć spojrzenie autorki na wiarę. Przedstawia ona swój własny opis nieba i życia po śmierci. Myślę, że dla każdej osoby wierzącej te fragmenty będą nad wyraz wspaniałe. Koniecznie muszę wspomnieć o jeszcze jednym fakcie. W książce zauważyłam wiele podobieństwa do "Zmierzchu". Niektóre sceny były dla mnie wręcz identyczne. Autorka sama wiele razy wspominała tę pozycję w swojej książce. Nie przeszkadza to jednak w lekturze, a nawet nadaje jej głębszy sens. Zakończenie było idealnym dopełnieniem historii Lullaby. Czułam, że tak właśnie powinna skończyć się ta pozycja. Kocham tę książkę i głęboko wierzę, że niedługo przeczytam kontynuację tej wspaniałej historii. Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny i dzięki temu czyta się bardzo szybko. Opisy przedstawione są bardzo realistycznie, momentami miałam wrażenie, że znajduję się w świecie Lullaby. Sam pomysł na książkę ciekawy i niespotykany. Ta pozycja to lekkie romansidło, ale niesie ze sobą wiele ważnych przesłań życiowych. Zwłaszcza tych na temat wiary w Boga. Polecam jej przeczytanie każdemu. Nawet ateiście. Sama jestem ateistką od wielu lat i ta pozycja nie była dla mnie męcząca. Co daje jej kolejny ogromny plus.






"Słowo ma magię. Słów się nie zapomina i ciężko je wymazać. Dlatego trzeba bardzo uważać na to, co się mówi."









Po przeczytaniu tej pozycji naszła mnie dość ważna refleksja. Alicja pisząc tą książkę miała zaledwie 15 lat. W dniu wydania siedemnaście. Ta dziewczyna dokonała tak wiele. Spełniła jedno z marzeń nie mając jeszcze 18 lat. Dotarło do mnie, że ja nie dokonałam się niczego. Książka, którą piszę utknęła w martwym punkcie. Było mi przykro, że ja mając 21 lat nie potrafię złożyć słów w sensowne zdanie. Życzę Alicji spełnienia kolejnych marzeń i dziękuję za możliwość przeczytania jej książki. Książki, jednej z lepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku. A tutaj macie link do jej bloga polecamgoodbook. Zachęcam do obserwacji, bo Alicja to przesympatyczna dziewczyna. 




wtorek, 8 sierpnia 2017

Zaczynamy życie od nowa!


Tytuł: Początek wszystkiego
Tytuł w oryginale: The Beginning of Everythting
Autor: Robyn Schneider
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 316
Data premiery: 14 czerwca 2017


Podobno każdy z nas chociaż raz przeżywa tragedię, która zmienia nasze życie. Czy to prawda? Zapewne tak, ale słowo tragedia dla każdego może oznaczać coś innego. Ja żadnego z wydarzeń, które zmieniło moje życie, nie nazwałabym tragedią. Ale, może po prostu, ta tragedia jest jeszcze przede mną. Mam nadzieję, że nie. Główny bohater książki, o której wam dziś opowiem swoją tragedię już przeżył.



"Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie."




Ezra Faulkner był świetnym tenisistą. Marzył o stypendium sportowym, dzięki któremu miał pójść na świetne studia. Był przewodniczącym samorządu szkolnego, gwiazdą swojej szkoły i miał piękną dziewczynę. Do czasu... Do dnia, gdy na jednej z imprez dziewczyna go zdradza, a on zdenerwowany wsiada do swojego wypasionego BMW. Jeden niostrożny kierowca spowodował, że życie Ezry wywróciło się "do góry nogami". Już nigdy nie zagra w tenisa. Nie spełni marzeń. Teraz musi wrócić do szkoły, gdzie wszyscy patrzą na niego ze współczuciem. Nazywają go kaleką i naśmiewają się z jego chorego kolana. Schronienie odnajduje w grupie osób z kółka debat. Tam poznaje Cassidy, która pokazuje mu życie, gdzie są same nowe początki, a nie ma końców. Jednak Cassidy skrywa pewne sekrety, których nie chce wyjawić. Czy Ezra dowie się co ukrywa dziewczyna? Jak chłopak odnajdzie się w nowym świecie? Czy będzie szczęśliwy?

"Słowa mogą Cię zdradzić, jeżeli wybierzesz niewłaściwe, albo wyrazić mniej niż powinny, jeśli jest ich zbyt wiele."

O tej książce było głośno. Wydawnictwo zrobiło nawet konkurs, gdzie 100(!) osób ją wygrało. W tej "wyjątkowej" setce byłam też ja. I dzięki bogu, że właśnie w taki sposób ta pozycja trafiła w moje ręce."Początek wszystkiego to świetny debiut". Tak o tej książce mówi się w "internetach". A co o niej myślę ja? Dla mnie to było 316 stron nudy. Książka dłużyła mi się strasznie i marzyłam, aby jak najszybciej się skończyła. Nie wzruszyła mojego serca, nie spowodowała łez. Jedyna reakcja jaka pojawiła się na mojej twarzy to ogromne zdziwienie, które po chwili przemieniało się w salwy śmiechu. Dobrym przykładem będzie ten cytat, gdy główny bohater i Cassidy spędzają czas na placu zabaw: 

"Więc popychałem ją mocniej. Wznosiła się wyżej i wyżej, i jeśli mam być całkiem szczery, mnie też co nieco się wzniosło."

Ten fragment pojawił się na 70 stronie i od tego momentu już wiedziałam, że ta książka, nie będzie moja ulubioną. Zastanawiam się co spowodowało, że ta pozycja, aż tak mi się nie podobała. Pomijając to, że była nudna, to jest to książka dla młodzieży. A ja już od dawna nie zaliczam się do tego grona. Więc, może po prostu jestem na nią za stara. Przedostatni rozdział zaskoczył mnie. Nie takiej tajemnicy się spodziewałam. I nawet, przez chwilę ta książka zyskała w moich oczach. Mówię przez chwilę, bo zakończenie to była jedna, wielka katastrofa.

"Oscar Wilde powiedział kiedyś, że umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko. Nie wiem, czy miał rację, ale wiem, że ja bardzo długo tylko egzystowałem. A teraz zamierzam żyć."

A Tobie "Początek wszystkiego" przypadł do gustu? A może tak jak ja, przeżyłeś rozczarowanie? Pisz w komentarzu.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Oddechy" - seria, którą zapamiętam na długo



Tytuł serii: Oddechy
Autor: Rebecca Donovan
Wydawnictwo: Feeria Young

Jaki jest Twój powód by żyć? Każdy człowiek ma coś, co motywuje nas do życia. Dla jednego będzie to edukacja i wspinanie się na jej kolejne etapy. Drugi dąży do sukcesu i sławy. A dla kogoś innego, ważna jest miłość i założenie szczęśliwej rodziny. Emma Thomas pragnie tylko jednego. Chce wyprowadzić się od wujka i ciotki. Odlicza dni do dnia, gdy spakuje swoje rzeczy i wyjedzie na studia. Dlaczego chce wyjechać?

"Powód by oddychać" - pierwsza część



"Moim sposobem na życie było trzymanie nerwów na wodzy, dławienie w sobie emocji i ich wypieranie."


Po śmierci ojca i chorobie matki Emma musiała zamieszkać z wujkiem i ciotką. W dniu, gdy przekroczyła próg ich domu, zaczęła się jej prywatna tragedia. Z zewnątrz to normalna i przykładna rodzina. Ale to co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domu na pewno nie jest normalne. Emma od zawsze trzymała się z boku. Miała tylko jedną przyjaciółkę Sarę i nie chciała się z nikim zadawać. Zawsze nosiła długie rękawy,aby zakryć siniaki i wtapiała się w tłum. Odliczała dni do końca pobytu w "idealnym" domu. Myślała, że nic nie zburzy muru, który zbudowała wokół siebie. Nagle w jej życiu pojawia się Evan. Chłopak mimo dogryzek Emmy nie zamierza odpuścić. Pragnie zbliżyć się do dziewczyny i poznać bliżej. W końcu Emma zaczyna się z nim przyjaźnić. Jednak, oboje wiedzą, że ich znajomość to o wiele więcej niż przyjaźń. Czy Emma otworzy się przed Evanem? Czy dziewczyna zacznie oddychać pełną parą? Co wydarzy się pod dachem idealnego domu?

" Wolę zachować niesamowite wspomnienia z tych kilku dni spędzonych razem, niż nie mieć ich w ogóle. Mimo świadomości, że ten czas już się nie powtórzy"

"W rozrachunku między miłością a stratą to miłość popychała mnie do walki o to, by... oddychać."

Gdy przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jak już nie raz pisałam, uwielbiam książki z przesłaniem. Tutaj, głównym tematem jest przemoc. To co dzieje się w domu Emmy, zostaje w domu Emmy. Dziewczyna jest zamknięta w sobie i nie chce nikomu wyjawić swoich sekretów. Nikomu nie ufa. Uważa, że nie może być gorzej. Ale, jak się okazuje... Może być gorzej. Ważnym elementem tej historii jest przyjaźń. Sara - przyjaciółka Emmy- robi wiele, aby dziewczyna była szczęśliwa. Wie, że w domu przyjaciółka odbywa się jej osobista tragedia, ale nie jest nachalna. Chce, aby Emma sama się przed nią otworzyła. Chociaż, momenatmi byłam wściekła na Sarę, że kolejny raz posłuchała Emmy i nie zaaregowała, Miłość, to ona wprowadziła rewolucję w życie Emmy. Dzięki Evanowi dziewczyna odkryła nowe aspekty życia. Zaczęła przeciwstawiać się zasadom panującym w domu i niestety później cierpiała. Zakończenie tej części "wbiło w fotel" i nie było innej opcji, jak przeczytać kolejną.


"Każdy mój oddech zawdzięczam tobie.Nawet gdy nie było cie przy mnie,by mnie ocalić,byłeś moim powodem,by oddychać.I za to zawszę będę cię kochać.Zawsze"...

UWAGA! JEŚLI NIE CZYTAŁEŚ KOLEJNYCH CZĘŚCI SERII, NIE CZYTAJ DALEJ. MOŻLIWE SPOILERY


"Oddychając z trudem" - druga część



"Tak trudno oddychać,gdy upiorna przeszłość wciąż daje o sobie znać,a teraźniejszość nie daje taryfy ulgowej..."

Emma nie pamięta nic z nocy, gdy ledwo uszła z życiem. Ciotka nie może już jej zagrozić, ale dziewczynę nękają koszmary. Boi się żyć. Wszędzie widzi ludzi wpatrzonych w nią. Sara i Evan starają się, aby Emma znowu zaczęła żyć. Ale to nie jest takie proste na jakie wygląda. Po tym tragicznym wydarzeniu, Emma zaczęła kontaktować się z matką. Dziewczyna czuje, że powinna dać kobiecie szansę i postanawia zamieszkać z nią. To decyzja podjęta pod wpływem chwili, ale czy słuszna? Jak wspólne życie wpłynie na Emmę i jej relacje z najbliższymi? Czy jej życie będzie już spokojne? 

"Czasami ludzie ranią innych mocniej, niż ci są w stanie znieść.(...)I bywa też,że nie potrafią prosić o pomoc.Są tak omotani własnym bólem,że zadają ciosy wszystkim wokół."

Tą część czytało mi się najgorzej. Wiele razy wściekałam się na decyzje głównej bohaterki. Jednocześnie byłam zaciekawiona dalszą historią Emmy. Jej relacje z matką wzbudzały we mnie wiele uczuć. Niestety negatywnych. Zakończenie doprowadziło mnie do granic wytrzymałości. W jednej chwili znienawidziłam główną bohaterkę, ale jednocześnie wiedziałam, że muszę czytać dalej. Ta książka pokazuje kolejny temat tabu - alkoholizm. Autorka potrafi ukazać trudny temat w dosadny sposób. Równocześnie nie robi tego za przesadnie, dozuje informacje. 


"Wiedziałam, jak bardzo mnie kochał. Wiedziałam też, że na to nie zasługuję. Wiedziałam jednak, że kochał tylko mnie i tylko mnie będzie kochać w przyszłości."


"To wściekłość i ból nas połączyły. One stanowią naszą więź. To nie jest miłość."

"Biorąc oddech" - cześć trzecia


"Nie mogłam dalej cię ranić. Jedynym sposobem, by cię uratować, było odejść od ciebie"

Emma dwa lata temu uciekła z Weslyn. Zostawiła Evana, bez słowa. Teraz studiuje i mieszka z nowymi koleżankami. Na jednej z imprez odkrywa, że alkohol i ekstremalne doznania pozwalają jej żyć bez bólu. To całkiem inna dziewczyna. Kolejny raz, myślała, że gorzej być nie może, dostaje wiadomość, przez którą musi się zmierzyć z kolejną tragedią. Jak zaaeraguje zraniony Evan podczas spotkania z Emmą? Czy Emma znowu zacznie żyć? A może, nadal będzie tkwiła w chaosie, daleko od przyjaciół? Czy Emma i Evan znowu będą razem i wreszcie zaufają sobie?

"Dopóki ten sekret będzie między nami, nie uda mi się całkowicie jej przebaczyć. Wiedziałem też, że bez Emmy będę miał za mało powietrza, żeby żyć."

To jest ta część serii, która wywołała u mnie łzy. Płakałam kilka razy. Wściekałam się. Współczułam. Tak, to była kumulacja uczuć. "Biorąc oddech" przeczytałam w kilka godzin, zarywając noc. Po prostu nie mogłam jej odłożyć. Koniecznie musiałam dowiedzieć się, jak potoczą się losy Emmy. I to czy w końcu będzie szczęśliwa. Z uśmiechem na twarzy, przyjęłam fragmenty pisane okiem Evana. Wspaniale było poznać też jego uczucia i spojrzenie na tę historię. Pierwszy raz nie wściekałam się na zakończenie. Chciałam kolejnej części, ale jednocześnie wiedziałam, że to zakończenie było idealne. W tej części autorka ukazała załamanie, depresję. Kolejny temat tabu. I znowu, przedstawiony we wspaniały sposób. To była najlepsza książka z tej serii i wyjaśniająca wiele niedopowiedzeń z poprzednich. 

"Złość mi przejdzie. Jednak nigdy nie pogodzę się z tym, że miałbym znów cię stracić. Jeśli będziemy szczerzy, jeśli dopuścisz mnie od siebie, przetrwamy wszystko. Możesz mi obiecać, że nie będzie więcej sekretów? Że bez względu na to, jak bardzo by to miało boleć, powiesz mi o wszystkim?"

Seria "Oddechy" jest serią książek dla młodzieży. Ja mam zdecydowanie więcej lat niż naście. Mimo tego, wszystkie pozycje bardzo mi się podobały. A styl pisania autorki przypadł mi do gustu. Każda z części była inna i poruszała inny temat tabu. Wszystkie trzy części składały się w całość i dopełniały się nawzajem. Ta seria ukazuje wiele smutnych aspektów życia, ale jednocześnie daje wiele rad, jak pokonać ciężki momenty istnienia. Czytelnik dostrzeże w niej też to, jak nie powinien się zachowywać To, jak niektóre decyzje wpływają na nasze życie. A może, właśnie dzięki książce, sam postanowi zakończyć swoje życiowe tragedie. Według mnie, ta seria nie jest skierowana jedynie do młodzieży. Dorośli też odnajdą w niej coś dla siebie. Ja odnalazłam wiele i moje patrzenie na życie już nigdy nie będzie takie samo. Zaczęłam dostrzegać to, czego wcześniej nie zauważałam. Polecam te pozycje każdemu. Przeczytaj całą serię, nie poddawaj się w połowie. Wiele wyjaśnień jest dopiero w ostatnim tomie.


piątek, 4 sierpnia 2017

Czytelnicze podsumowanie lipca



Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że lipiec był najsłabszym miesiącem, pod względem przeczytanych pozycji, w przeciągu ostatniego kwartału. Był to też pierwszy miesiąc wakacji, więc liczyłam, że poświecę książkom więcej czasu i przeczytam wiele oczekujących pozycji. No cóż, nie udało się. Na początku miesiąca dopadł mnie zastój czytelniczy i totalnie odrzucało mnie od książek. Później, w połowie lipca, zaczęłam pracę, która zajmowała mi cały czas. Wracając wieczorami nie miałam siły nawet patrzeć na swoją półkę z książkami. Przeżywałam wiele kryzysów związanych z prowadzeniem bloga i bookstagrama. No i byłam w szpitalu. Tak, lipiec to zdecydowanie nie był mój czas. Marzyłam tylko o tym, aby ten ciężki czas minął. Dziś mamy już 4 sierpnia i przyszedł czas na podsumowanie ubiegłego miesiąca. Przeczytałam osiem pozycji. I pocieszam się myślą, że zawsze mogło być gorzej.

Przeczytane w lipcu: 


1. "GUS" - Kim Holden

Po przeczytaniu "Promyczka" dużo czasu musiało minąć, abym sięgnęła po kolejną część serii. Pewnie, gdybym nie wygrała "Gus'a" w konkursie, nigdy bym go nie przeczytała. Jednak, skoro ta książka trafiła w moje ręce, moim obowiązkiem było ją przeczytać. Pierwsze strony czytałam z wielkim dystansem, ale im dalej zagłębiałam się w historię Gus'a, tym bardziej zachwycałam się tą pozycją. Cieszę się, że "Gus" trafił w moje ręce i mogłam zmienić zdanie o tej serii autorstwa Kim Holden. Kto wie, może w sierpniu skuszę się na "Franco"?
Ocena: 4/5


2. "Bad Mommy - zła mama" - Tarryn Fisher

Tę pozycję czytałam na telefonie w formie pdf. Co gorsza, robiłam to w nocy. Sięgnęłam po nią, ponieważ wiele moich znajomych z bookstagrama opisywało ją w samych superlatywach. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i cały czas waham się, czy chcę poznać inne jej pozycje. "Bad mommy" wzbudziła we mnie wiele uczuć. Była wściekłość, niedowierzanie i rozczarowanie. Zdecydowanie, opinie na jej temat są przesadzone. Mimo wszystko, tę książkę zapamiętam na długo, a moja psychika nigdy nie będzie taka sama.
Ocena: 3/5



3. "Boskie lato" - Denise Hunter

Pierwsza część z serii Chapel Springs miała pomóc mi wrócić do czytania. Potrzebowałam książki lekkiej, która oczyści mój umysł. Na szczęście "Boskie lato" to właśnie taka lektura. Przeczytałam ją w ciągu jednego dnia i pokochałam historię Madison. Polubiłam też styl pisania autorki. Książka ta to idealne "romasidło" na lato. W sam raz na "odmóżdżenie".
Ocena: 4.5/5


4. "Taniec ze świetlikami" - Denise Hunter

Po tę książkę sięgnęłam od razu po przeczytaniu poprzedniej części z serii Chapel Springs. Byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów "Boskiego lata". Historia Jade miała w sobie dużo smutku i nie ukrywam, że zdarzyło mi się zapłakać. Mimo tego, "Taniec ze świetlikami" to kolejna wspaniała pozycja na lato. Już dziś nie mogę doczekać się trzeciej książki z tej serii. Kolejny raz chętnie wrócę do przygód mieszkańców Chapel Springs.
Ocena: 4.5/5

5." Klamki i dzwonki" - Magdalena Knedler

Ta pozycja trafiła w moje ręce całkiem przypadkowo.Kupiłam ją w maju na WTK17. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej pozycji. Długo czekała na półce na swoją kolej. Jakoś mnie do niej nie ciągnęło. Przeczytałam i nadal nie wiem, co powinnam o niej myśleć. Ta książka wzbudziła u mnie dziwne odczucia. A postać jednej z bohaterek, denerwowała mnie. I mimo tego, że książka poruszyła trudny temat, nie zostanie w mojej pamięci na długo.
Ocena: 3/5


6. "Carpe diem" - Diane Rose

Ten debiut wstrząsnął moim serduchem. Pokochałam historię Rose i żyłam nią długo po przeczytaniu. Książka porusza trudny temat - śmierć. Niewielu autorów potrafi o niej pisać w tak wspaniały sposób. Tytuł książki i zarazem motto życiowe głównej bohaterki, jest jednym z ważniejszych cytatów w moim życiu. Każdego dnia powinniśmy czerpać z życia jak najwięcej. Tak, zdecydowanie do tej pozycji będę wracać często. 
Ocena: 4.5/5



7. "Córeczka" - Kathryn Croft

Thriller, który czytałam z niedowierzaniem. Dziesiątki razy fabuła mnie zaskakiwała i nie wierzyłam, że dałam się "wpuścić w maliny". Zazwyczaj czytając takie pozycje zgadywałam zakończenie już na początku i czytanie kolejnych stron nudziło mnie. Ale nie z "Córeczką". Ta książka to całkiem inny wymiar tego gatunku. Żyłam historią Simone non stop. Gdy nie czytałam, myślałam tylko o tym, kiedy znowu będę czytać. W nocy śnili mi się bohaterowie i budząc się rano, wydawało mi się, że działo się to naprawdę. Ta książka opanowała mój mózg na kilka dni.
Ocena: 4.5/5


8. "Polskie morderczynie" - Katarzyna Bonda

Sama nie wiem, dlaczego akurat po tę pozycję sięgnęłam przebywając w szpitalu. Może potrzebowałam czegoś co wstrząśnie mną. A może, po prostu ta książka była na wierzchu torby. Chyba od tej pozycji oczekiwałam więcej, niż dostałam. Niektóre z historii nudziły mnie i marzyłam o tym, aby jak najszybciej je skończyć. Na szczęście nie wszystkie były tak kiepskie. Kilka wzbudziło we strach i przerażenie. Czuję, że w tamtym momencie właśnie tego potrzebowałam.
Ocena: 3/5

Teraz powinnam Wam opisać swoje plany czytelnicze na sierpień, ale nie zrobię tego. W tym miesiącu nie zamierzam planować. Na mojej liście do przeczytania jest aktualnie 36 pozycji. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Ale wiem, że chciałabym je jak najszybciej przeczytać. Na dzień dzisiejszy przeczytałam już trzy książki i wierzę, że sierpień będzie dobrym miesiącem.

A Wy ile przeczytaliście książek w lipcu? Jesteście zadowoleni z tego wyniku?
Piszcie w komentarzach.