sobota, 29 lipca 2017

Klamki i dzwonki - Magdalena Knedler + propozycja




Tytuł: "Klamki i dzwonki"
Autor: Magdalena Knedler
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 350
Data wydania: 14 września 2016

Zaplanujesz przyszłość swoim bliskim po swojej śmierci? Zechcesz zapewnić im jak najlepszy byt? Ustrzec ich od dodatkowego stresu i bólu? Myślę, że każdy z nas tak właśnie by zadziałał. Ale czy można robić to kosztem innych osób?

Helena Bukowska ma trzynastoletnią córkę Agatę i jest nieuleczalnie chora. Ma raka, wie, że niedługo umrze. Niestety, nie ma żadnej rodziny, która mogłaby zaopiekować się Agatą podczas ostatniego etapu leczenia, jak i po jej śmierci. Po wielu przemyśleniach decyduje się powierzyć córkę dawno nie widzianej koleżance. Zaplanowała wszystko, a odmowy nie bierze nawet pod uwagę. Tylko, czy aby na pewno jest ze wszystkimi zupełnie szczera? I co wspólnego z tym ma jej lekarz?

Eliza Ostaszewska wydała samodzielnie tomik swoich wierszy. Utrzymuje się z pracy w bibliotece. Żyje spokojnie. Jednak, pewnego dnia odbiera telefon, który zmienia jej życie całkowicie. Czy kobieta sprosta postawionemu jej wyzwaniu?  Do tego, w międzyczasie spotyka swoją dawną miłość Alberta. Czy pojawienie się mężczyzny w jej życiu, wprowadzi kolejną zmianę?



Ta książka to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Trafiła w moje ręce  zupełnie przypadkowo i długo czekała na swoją kolej. Czytając, wiele razy miałam ochotę odłożyć ją na półkę. Ale, nie dlatego, że mi się nie podobała. Okropnie denerwowała mnie jedna z bohaterek, Helena. Jej decyzja życiowa była dla mnie absurdalna, Postanowiła zaplanować życie obcej osobie. Przecież z Elizą nie miały kontaktu od kilkunastu lat. A ona oddaje jej swoją jedyną córkę. Nadal nie potrafię zrozumieć tej kobiety. Elizę polubiłam od razu. Ta osoba dążyła do celu. Chciała wydać swoje wiersze, ale wydawnictwa nie były zainteresowane. Po prostu sama zaczęła odkładać pieniądze i się nie poddała, spełniła marzenie. A teraz w tak szybkim czasie do jej życia zawitała rewolucja.
Styl pisania autorki był specyficzny. To, że narracja odbywała się za pomocą kilku bohaterów, bardzo mi się spodobało. Uwielbiam poznawać tę samą historię z różnych stron. Chętnie poznałabym dalsze losy Elizy, Agaty i Alberta.



Magdalena Knedler to kolejna polska autorka, po której książkę sięgnęłam. I kolejny raz nie przeżyłam rozczarowania. A nawet, wręcz przeciwnie. Chyba mogę oświadczyć, że od tej pory już nigdy nie powiem, że polscy autorzy są u mnie na cenzurowanym. Oni są wspaniali. Kiedyś przeszkadzało mi to, że czytam o polskich miastach, Nie lubiłam polskich imion, a jak znalazłam swoje imię w książce, odechciewało mi się czytać. Dziś jest całkiem odwrotnie. Uwielbiam chodzić na spacery śladami bohaterów. To wspaniałe uczucie. Co ciekawe, nawiązując od mojego imienia (Patrycja) zauważyłam, że wiele osób dokłada nam całkiem ciekawą łatkę. Bohaterki o tym imieniu są zwariowane, pewne siebie i wszędzie ich pełno. Nie wiem, jak inne moje imienniczki, ale ja właśnie taka jestem. Czasami nawet czuję jakby pisarz był moim przyjacielem i to mnie opisał w swojej książce. To jest wspaniałe. Zastanawiam się nad zorganizowaniem jakiejś akcji, która wspierałaby polskich autorów. Chciałabym przekonać jak najwięcej osób do czytania naszych rodowitych pozycji. Co o tym myślicie? A może ktoś z Was, zechciałby zaangażować się do takiej akcji? Piszcie do mnie. Stworzymy coś razem. Warto.


2 komentarze:

  1. Przyznam się, że niestety niezbyt często sięgam po książki polskich autorów, ale pomału to zmieniam i właśnie dzisiaj czytam książkę naszej rodaczki :)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez wiele lat nie czytałam polskich pozycji. Strasznie mnie denerwowały i nie byłam w stanie przez nie przebrnąć. W 2017 roku tylko jedna polska pozycja mnie rozczarowała. Pozostałe były naprawdę warte uwagi. A jaką pozycję czytasz obecnie?

      Usuń